Lech Poznań zremisował w Gdańsku z Lechią 3:3. Mecz był pełen emocji!

Kolejorz zremisował w Gdańsku 3:3 i nadal jest liderem tabeli. Jak to zwykle w potyczkach między poznaniakami a Lechią, iskrzyło niemal od pierwszej minuty. Oba zespoły kończyły ten pojedynek w dziesiątkę, kontrowersyjne decyzje podejmował Szymon Marciniak, który obsługiwał VAR, a sędzia Tomasz Musiał sprawiał wrażenie, jakby nie ogarniał tego co się dzieje. Wynik trzeba uznać za sprawiedliwy. Po tej bitwie jest dwóch rannych, ale wojna o pierwsze miejsce po pierwszej fazie rozgrywek toczy się dalej.

Dać małpie brzytwę... to powiedzenie idealnie pasuje do systemu VAR, który otrzymali polscy sędziowie, a zwłaszcza nasz eksportowy arbiter Szymon Marciniak. Rozjemca z Płocka podjął już wiele błędnych decyzji wykorzystujac to urządzenie, m.in ograbił z punktów Cracovię we Wrocławiu i Górnika w meczu ze Śląskiem. W poprzednim sezonie (bez VAR) wypaczył wiele wyników Lecha, ale to co zrobił w Gdańsku, przechodzi ludzkie pojęcie! Normalną walkę o piłkę między Lasse Nielsenem a Marco Paixo zinterprentował jako faul. Dał sygnał Tomaszowi Musiałowi, a ten podyktował rzut karny dla Lechii! Kuriozum

Gospodarze dzięki tej decyzji tuż przed przerwą objęli prowadzenie 2:1, bo karnego pewnie wykorzystał Marco Paixao. Wcześniej ogladaliśmy wyrównany mecz. Lech rozpoczął z animuszem, ale szybko stracił gola, którego nie powinien stracić. W 13 min. Lasse Nielsen "przysnął" przy rzucie rożnym, wyprzedził go Błażej Agustyn i zaskoczył Putnocky'ego strzałem między nogami.
Kolejorz na szczęście nie spuścił głów. Nie załamały go nawet kontuzje Situma i Janickiego, którzy musieli jeszcze przed przerwą opuścić boisko z powodu kontuzji.

Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Mihaia Raduta w 37 min, Maciej Gajos doprowadził do wyrównania. Lech miał jeszcze szansę na drugą bramkę, ale Maciej Makuszewski strzelił w dobrej sytuacji strzelił bardzo niecelnie. I wtedy do akcji wkroczył VAR...

Krótko po zmianie stron, w głównej roli znów wystąpił Marciniak obsługujący system weryfikujacy decyzje sędziego na murawie. Po szarży Gytkjaera, Musiał nie zaregował, ale przywołany przez kolegów w autobusie, obsługującym tę nowinkę techniczną, przerwał grę i...wyrzucił z boiska obrońcę Lechii Nalepę.

Lech musiał odrabiać straty, ale miał jednego zawodnika więcej na boisku. Swoją przewagę wykorzystał znakomicie. Co prawda najperw Gajos w idealnej sytuacji strzelił wprost w Kuciaka, ale potem Kolejorz zadał dwa błyskawiczne ciosy. Do wyrównania doprowadził w 70 min Gytkjaera, który wykorzystał podanie dawno niewidzianego w Lechu Rakelsa i strzelił do pustej bramki. Kilkadziesiat sekund później poznaniacy prowadzili już 3:2. Darko Jevtić idealnie zacentrowałna głowę Makuszewskiego, który strzelił nie do obrony.

Kolejorz miał mecz pod kontrolą, przewagę jednego zawodnika i...szybko to stracił. Bezmyślnie faulował Radut, dostał żółta kartkę, gospodarze wykonywali rzut wolny i wyrównali. Błąd popełnił Putnocky, który źle obliczył lot piłki, a na dodatek tak niefortunie trafił w nią Dilaver, że doprowadził do wyrównania.

3:3! Oj, bardzo dużo działo się w Gdańsku, emocjami można by obdzielić kilka spotkań, ale znów czujemy niedosyt. Kolejorz powinien to spotkanie wygrać. Może dopisać sobie punkt, ale niestety zmarnował szansę, by odskoczyć w tabeli rywalom





Zostaw e-mail, a my dostarczymy Ci najświeższych informacji


Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!